Wsiadłam za kierownicę czarnego BMW. Położyłam dłonie na kierownicy i wyprostowałam ręce w łokciach. Westchnęłam cicho.
Nic nie zostanie z tego samochodu... Justin mnie zapierdoli.
Oparłam się o fotel i przygryzłam wargę. Spojrzałam w boczne lusterko. Z tym plastrem na czole wyglądałam jak skończona idiotka...
Justin stanął za maską auta. Ruchem ręki nakazał mi przekręcić kluczyk w stacyjce. Wykonałam czynność. Usłyszałam ryk silnika. Przede mną po raz kolejny pojawił się dym. Szatyn zakrztusił się nim.
-Do tyłu! - krzyknął.
Ledwo co go słyszałam przez zamkniętą szybę. Spojrzałam na skrzynię biegów. Wbiłam na niej literkę R. Siedziałam z nadzieją, że maszyna sama ruszy do tyłu.
-Naciśnij gaz!
Przeniosłam wzrok pod kierownicę.
-A który to?! - odkrzyknęłam.
Podnosząc głowę uderzyłam nią o kierownicę. Syknęłam. Położyłam na niej dłoń.
Justin najwyraźniej nie zamierzał odpowiedzieć na moje pytanie, no był zajęty śmianiem się z mojej skwaszonej miny i do połowy odklejonego plastra.
Ło jakie śmieszne... Beka życia...
Ku mojemu zdziwieniu, od razu znalazłam pedał gazu. Wcisnęłam go aż to podłogi. Natychmiast ruszyłam do tyłu. Szybko zsunęłam nogę z gazu. Gwałtownie się zatrzymałam. Zarzuciło mną, usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Justin poleciał w drugą stronę samochodu.
Zacisnęłam powieki. Teatralnie walnęłam się w czoło zapominając o ranie i świeżym guzie. Jęknęłam. Nagle chłopak pojawił się obok mnie.
-Wysiadaj - nie potrafił powstrzymać śmiechu.
Wysiadając spojrzałam na niego pytająco.
-To jednak nie był dobry pomysł... - uśmiechnął się rozbawiony.
-A ja od razu mówiłam!
Szatyn uspokoił się. Kciukiem poprawił plaster na moim czole.
-Co zepsułam? - spytałam.
-Zbiłaś szybę.
Moje oczy rozszerzyły się. Odwróciłam się. W miejscu, gdzie znajdowała się szyba była dziura. Szkło rozsypało się w drobny mak.
-Przepraszam - mruknęłam.
-Jest ok.
Serio?! Nie wydaję mi się...
-Jesteś przesłodka - Justin pogłaskał mnie po policzku.
Chyba się zarumieniłam...
-Tak, szczególnie, gdy demoluję ci samochód - zaśmiałam się - Właściwie to, dlaczego ja musiałam nim wyjechać?
Chłopak usiadł na fotelu kierowcy.
-Myślałem, że trzeba będzie wypchać auto z błota, ale wcisnęłaś gaz do dechy i to nie było potrzebne.
Dopiero teraz zauważyłam, że jego czarne ubranie jest poplamione błotem. Musiało się rozprysnąć spod kół, gdy wyjeżdżałam. Szatyn objął mnie w talii i pociągnął do siebie. Nawet nie zdążyłam go powstrzymać. Wylądowałam na jego kolanach. Patrzył mi w oczy. Nie mogłam się oprzeć jego czekoladowym tęczówkom. Przygryzłam wargę. Były niesamowicie przyciągające. Byłam tak blisko Justina, że czułam na sobie jego oddech. Mimowolnie przesunęłam palcami po jego policzku. Westchnął cicho. Oplotłam ręce wokół jego szyi. Po chwili poczułam wargi szatyna na swoich. Przymknęłam lekko oczy. Chłopak pocałował mnie po raz kolejny, tym razem mocniej. Odwzajemniłam pocałunek, który już chwilę później stał się bardziej namiętny. Justin wsunął język do moich ust. Czułam jak w moim brzuchu mnożą się motyle. Szatyn przyciągnął mnie jeszcze bliżej. Wplotłam palce w jego włosy, a on wodził dłońmi po moich plecach.
Co ty wyprawiasz debilko?!
Oderwałam się od niego. Justin oparł czoło o moje. Po raz kolejny byłam nim zahipnotyzowana. Ciszę w samochodzie wypełniały nasze nierówne oddechy.
-Każdą porwaną tak traktujesz? - zapytałam.
-Jesteś pierwsza - uśmiechnął się.
Nagle położył głowę na moim ramieniu i przytulił mnie do siebie. Czułam ciepło bijące od niego.
-Chciałbym cię poznać - szepnął mi do ucha - Bliżej... Wiedzieć więcej o tobie.
Oderwał się ode mnie.
-Chcesz jechać do domu? - spytał.
Pokiwałam głową. Zeszłam z niego.
-Ok, wsiadaj.
Zdziwiłam się. Przecież mnie porwał. Tak po prostu mnie puszcza? Usiadłam na fotelu pasażera. Tym razem zapięłam pas. Ruszyliśmy. Podałam Justinowi swój adres, żeby mógł mnie podwieźć.
***
Po drodze dużo rozmawialiśmy. Nawet udało mi się wyciągnąć jak szatyn ma na nazwisko.
Bieber. Justin Bieber.
Zadawał mi mnóstwo pytań. Na wszystkie odpowiadałam.
-A może ty chcesz mnie o coś zapytać? - zaproponował.
-Chcę. Mam kilka pytań.
-No to słucham.
Nie mów słucham, bo cię wyrucham...
Potrząsnęłam głową. Czy ja muszę być taka głupia?
-Co robiłeś w domu moich rodziców?
Wypuścił powietrze ustami. Chyba nie lubi takich tematów...
-Caroline, jestem windykatorem. To moja praca. Twój ojciec jest winien mojemu szefowi sporo kasy.
Przełknęłam ślinę.
-Na kiedy?
-Na miesiąc temu. W tej chwili narastają odsetki.
Mój Boże... Dlaczego nic mi nie powiedzieli?! Starałabym się im pomóc.
-A gdzie jest mój tata? - zapytałam.
-Nie wiem... Musiał być poza domem albo gdzieś się schował. Nie zdążyłem przeszukać wszystkich pomieszczeń, bo się zjawiłaś.
-Czemu związałeś moją mamę?
-Szczerze? -spojrzał na mnie kątem oka - Nie miałem wyboru.
Podniosłam pytająco brew.
-Rzuciła się na mnie z mopem, co miałem zrobić?!
Zaczęłam się śmiać. Tego się nie spodziewałam... W sumie, to nie spodziewałam się, że dzisiaj wydarzy się to co się wydarzyło.
-Ja z miotłą, a ona z mopem - wyszczerzyłam się.
-Po kimś to masz...
W tym momencie nie wytrzymałam. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Opadłam na fotel i nie mogłam przestać się śmiać. Zaraziłam nim Justina. Chichotał wciąż skoncentrowany na drodze. Dopiero po dłuższej chwili się uspokoiłam i usiadłam na fotelu jak człowiek.
W tym czasie niebo zakryły ciemne chmury i zaczął padać lekki deszcz. Gdy zobaczyłam błyskawicę wzdrygnęłam się. Chłopak zmarszczył brwi.
-Boisz się burzy? - spytał.
Pokiwałam głową. Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Spokojnie shawty. Przy mnie jesteś bezpieczna - uśmiechnął się słodko.
Nie byłabym tego taka pewna...
Pomyślałam o pistolecie, który już kilka razy w ciągu paru godzin był wycelowany we mnie. Przygryzłam wnętrze policzka. Chyba się opamiętałam...
Co ja to cholery wyprawiałam z tym bandytą?! Chciał mnie zastrzelić, a ja co? Jak gdyby nigdy nic całuję się z nim, przytulam i w dodatku opowiadam mu o sobie. CHORE.
W ciągu krótkiej chwili z lekkiego deszczyku zrobiło się oberwanie chmury. Na szczęście, byliśmy już prawie na miejscu. Nie minęła minuta, a Justin zaparkował swoim rozbitym BMW pod moją starą, obdrapaną kamienicą. Wynajmuję tam małą kawalerkę. Dla mnie w zupełności wystarcza, a i czynsz nie jest wielki.
-To tutaj - oznajmił szatyn.
-Dzięki za podwiezienie - uśmiechnęłam się.
-Raczej byłem ci to winien...
Odpięłam pas. Złapałam za klamkę od drzwi. Nagle poczułam dłoń Justina na nadgarstku.
-Caroline, czy możesz mi coś obiecać? - spojrzał mi w oczy.
-Co takiego?
-Udawaj, że się nie znamy. Nie wiesz kim jestem, ok? Mogę wylecieć z roboty jak nie gorzej...
Gorzej?
-Nie ma sprawy. Jestem dyskretna - puściłam mu oczko.
-Dzięki.
-No to pa - wyszłam z samochodu.
W momencie byłam przemoczona. Szybkim krokiem ruszyłam chodnikiem. Po chwili usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Nade mną pojawiła się czarna kurtka. Odwróciłam głowę. Justin uśmiechnął się do mnie.
-Nie chcę, żebyś zmokła.
Pobiegliśmy do klatki schodowej. Gdy weszliśmy do niej spojrzałam na chłopaka. Jego włosy całkiem oklapły, a ubranie było niczym spod prysznica.
-Dziękuję - powiedziałam.
-Nie ma za co.
Przytuliłam go. No co? Będzie mu cieplej. Szatyn musnął mój policzek, pożegnał się po czym wyszedł na dwór.
____________________
Jak wam się podoba? :D Proszę o opinie w komentarzach.
xoxo.
poniedziałek, 6 maja 2013
5
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
vsianakfiNdi BOSKIE !!! *.*
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest suuuper :-D
Aww... Justin <3 Ja chce nastepny rozdzial ^_^
OMG *..*
OdpowiedzUsuńKochaaam !!!