niedziela, 2 czerwca 2013

9

Zaniosłam herbatę do pokoju, po czym poszłam do łazienki założyć coś zamiast kurtki. Gdy ją rozsunęłam i zobaczyłam siebie tylko w staniku, wydarzenia z wieczora wróciły do mnie. Przełknęłam ślinę. Co by było, gdyby Justin nie zjawił się na Bay Street? Zawdzięczam mu dużo.
Zdjęłam kurtkę z ramion. Pachniała perfumami chłopaka. Moje myśli powędrowały od nieprzyjemnych wspomnień do szatyna przebywającego w moim mieszkaniu. Założyłam na siebie za dużą, białą koszulkę z nadrukiem. Wyszłam z łazienki.
Justin w pokoju siedział jak trusia rozglądając się po zielonych ścianach. Rzuciłam w niego kurtką.
-Co tak patrzysz? - zapytałam.
-A tak... Mały ten pokój.
-No dzięki - mruknęłam sarkastycznie.
Usiadłam obok niego na czarnej kanapie.
-Po prostu - westchnął - Mam klaustrofobię.
Przygryzłam wnętrze policzka. Oplotłam ręce wokół jego silnego ramienia i położyłam brodę na barku.
-Nie bój się, przy mnie nic ci nie grozi - uśmiechnęłam się szeroko.
-Ha ha ha - pokręcił głową - Bardzo śmieszne...
Spojrzałam przed siebie, w nieokreślony punkt. Wtuliłam się w bok szatyna. Biło od niego przyjemne ciepło. Czułam na sobie wzrok Justina.
-Mieszkasz tu sama? - spytał.
-Tak, a co?
-Nic, tylko pytam.
Odwróciłam głowę w jego stronę. Napotkałam wzrokiem czekoladowe oczy chłopaka. Wciągnęłam mocno powietrze nosem. Tęczówki Justina błyszczały niczym zaszklone. Złapał w dwa palce kosmyk moich włosów i zaczął się nimi bawić.
-Masz cudowne oczy - wydusiłam.
Chłopak uśmiechnął się słodko.
-Caroline, jakim cudem jesteś sama? Jestem pewien, że każdy chłopak się za tobą ogląda.
Ta, chyba nie w tym życiu...
-Mylisz się - wzruszyłam ramionami - Żaden nawet na mnie nie spojrzy.
-To frajerzy. Ja dałbym wiele, żeby mieć taką dziewczynę.
Zatkało mnie. To naprawdę słodkie, że Justin tak myślał. Motyle po raz kolejny penetrowały mój żołądek. Uśmiechnęłam się szczerze.
Szatyn spojrzał na zegar ścienny. Zmarszczył brwi.
-Już 22.00, muszę się zbierać...
Kiedy miał wstawać, pociągnęłam go do siebie.
-No właśnie, już późno... Może lepiej, żebyś został?
Jakaś siła kazała mi go zatrzymać. To była decyzja bez sekundy namysłu. Po prostu chciałam mieć go na dłużej.
-Chcesz, żebym został na noc? - zdziwił się.
Kiwnęłam głową. Chłopak wyszczerzył się. Podejrzewałam, że trochę inaczej niż ja zinterpretował te słowa...
-Shawty, nie chcę ci się narzucać.
-Nie przesadzaj! Chyba mi nie odmówisz, co?
Spojrzałam na niego najsłodszym wzrokiem na jaki potrafiłam się zdobyć. On tylko przygryzł wargę nie spuszczając ze mnie oczu.
-Chyba nie jestem w stanie - powiedział w końcu.
Szczerze mówiąc, mimo tego kim był Justin, czułam się przy nim bezpiecznie. Po spotkaniu z Andre i resztą bandy byłam pewna, że będę unikać chodzenia wieczorami samotnie. Chciałam być bliżej Biebera, z pewnością, że mnie uratuje.
Kilka minut potem, rozłożyłam łóżko. Miałam na sobie piżamę w kolorze pudrowego różu. Justin wyszedł z łazienki tylko w bokserkach. Spojrzałam na niego. Mogłam przyjrzeć się jego idealnie wyrzeźbionej klatce piersiowej i brzuchowi. Zauważyłam kilka tatuaży, które dotąd były zakryte ubraniami.
Jeżeli ja jestem seksowna to, do cholery, kim on jest?!
-Caroline...
-Tak? - przeniosłam wzrok na jego twarz.
-Masz tylko jedno łóżko.
Miał rację. Nie przemyślałam tego...
-Uhh, to nic - machnęłam ręką - Ja mogę spać na podłodze.
Schyliłam się, żeby wziąć poduszkę. Justin stanął za mną i złapał mnie za dłonie. Przeszył mnie dreszcz.
-Nie ma takiej opcji - wymruczał mi do ucha - Ja będę spał na podłodze.
Odwróciłam lekko głowę. Kąciki ust chłopaka uniosły się lekko ku górze.
-Głupi jesteś jakiś? - palnęłam - Jesteś moim gościem, nie ma mowy!
Zamknął mi usta składając na nich krótki pocałunek. Nie spodziewałam się tego...
-Za dużo gadasz - puścił mi oczko.
-Justin...
-To co, wolisz spać ze mną w jednym łóżku?
Zacisnęłam usta. To było najlepsze rozwiązanie, bo nikt nie musiał spać na twardych panelach. Problem w tym, że znaliśmy się krótko, a po tym co działo się wcześniej bałam się. Facet to facet. Szczególnie taki, który dzień wcześniej mówił mi, że ma na mnie ochotę... Nie miałam zielonego pojęcia, co zrobić w tej sytuacji.
Justin stanął przede mną. Złapał mój podbródek.
-Caroline, boisz się mnie - odezwał się z żalem w głosie.
-Nie, nie... - wbiłam wzrok w ścianę.
-Widzę to w twoich oczach. Spójrz na mnie shawty.
Zrobiłam co kazał. W jego tęczówkach widziałam, że bolało go to, że mnie rozgryzł.
-Nie chcę cię skrzywdzić - podkreślił kolejny raz - Nie zasługujesz na to. Nic nie zrobiłaś. Gdybym chciał zrobić ci krzywdę, zastrzeliłbym cię wczoraj. Albo zostawił z tymi skurwysynami patrząc, co będzie dalej. Mam coś do twoich rodziców, nie do ciebie. A z Andre się jeszcze rozprawię...
Otworzyłam lekko usta. Te słowa zabrzmiały tak, jakby się o mnie troszczył, martwił. Tak, jakby mu zależało. Chciałam coś odpowiedzieć, ale nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów.
Mimo tego kim był Justin Bieber, czułam się przy nim bezpiecznie. Jakby był moim osobistym ochroniarzem. Przy okazji - nie okłamujmy się - był niesamowicie przystojny.
Silne ręce chłopaka oplotły moje plecy przyciskając mnie do jego torsu. Odwzajemniłam uścisk czując ciepło ciała Justina. Uśmiechnęłam się do siebie i przymknęłam oczy. Szatyn oparł głowę na mojej.
-To jak? - szepnął - Jak chcesz to jeszcze mogę wrócić do domu...
-Nie. Możesz spać ze mną. Ufam ci.
Wiedziałam, że to właśnie te dwa słowa chciał wtedy usłyszeć.

***

Przez jakieś półtorej godziny nie mogłam zasnąć. Wierciłam się i przewracałam z boku na bok. Justin spał wtulony w poduszkę. Ta sytuacja była dla mnie conajmniej dziwna. Spałam w jednym łóżku z chłopakiem, którego ledwo znałam. Westchnęłam cicho. Położyłam się na plecach wpatrując się w sufit.
Nagle Justin odwrócił się w moją stronę. Spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem. Wyglądał naprawdę uroczo po przebudzeniu. Jego włosy oklapły przykrywając czoło.
-Czemu nie śpisz shawty? - zapytał cichym głosem.
-Nie mogę zasnąć...
Przysunął się do mnie powoli. Zaczął wodzić palcem po moim ramieniu. Nie wiedziałam, czego ode mnie chciał. Ciarki przebiegły wzdłuż mojego kręgosłupa.
-Nie bój się mnie - szepnął chłopak - Proszę...
Okej, panikowałam. Po tym co mnie spotkało bałam się własnego cienia. Szatyn oparł się na łokciu i pochylił nade mną. Spojrzałam na niego.
-Przy mnie nic ci nie grozi - powtórzył moje wcześniejsze słowa.
Uśmiechał się do mnie. Odwzajemniłam gest. Objął mnie delikatnie ramionami. Musnął mój policzek. Wtulił głowę miejsce pomiędzy moją szyją a barkiem. Przymknął oczy.
-Dobranoc Caroline - powiedział.
-Dobranoc Justin...
To niesamowite jaki potrafił być słodki. Szybko zapadłam w sen nie mając zamiaru ruszać się z uścisku szatyna.

***

Rano obudził mnie zapach oleju z kuchni. Gdy uchyliłam powieki zobaczyłam, że jestem sama. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Przetarłam oczy i odgarnęłam grzywkę na bok. Wstałam z łóżka ziewając. Zegar wskazywał 7.30 rano. Pogoda nie była lepsza niż poprzedniego dnia.
Powlokłam się za przyciągającym zapachem do kuchni. Przy palnikach elektrycznych stał Justin w jeansach upaprany ciastem. W jednej dłoni trzymał miskę, w drugiej patelnię i robił naleśniki. Zdziwiłam się. Chłopak zauważył mnie i uśmiechnął się.
-Dzień dobry - zagadał - Jak się spało?
-Bardzo dobrze.
Usiadłam na krzesełku i przeciągnęłam się. Oparłam głowę na dłoni i przyglądałam się Justinowi.
-Dlaczego robisz naleśniki?
-A co? Masz zamiar iść do pracy bez śniadania?
-Dałabym radę sama.
-Nie miałem serca cię budzić. Tak słodko spałaś.
Uśmiechnęłam się szeroko. Wzięłam do ręki ciepłego naleśnika z talerza. Ugryzłam kawałek.
Ciekawe skąd Justin wiedział, gdzie mam jakie rzeczy...
-Na którą masz do pracy? - spytał chłopak.
-Na 9.00, czemu pytasz?
-Zawiozę cię.
-Naprawdę nie trzeba...
-Ale i tak cię zawiozę.
Pokręciłam głową wiedząc, że kłótnia nie ma sensu.
-Jeśli chcesz mnie podwieźć to musimy wyjechać trochę wcześniej.
-Po co?
Wyłączył kuchenkę i odstawił patelnię na bok. Miskę po cieście opłukał wodą. Wytarł ręce w szmatkę. Usiadł koło mnie po czym również zaczął jeść naleśniki.
-Myślę, że będzie lepiej, jeśli Briana nas nie zobaczy. Mieszka tu niedaleko i zawsze jedziemy razem autobusem.
Justin uśmiechnął się lekko.
-A, to ta z długimi lokami, co mnie zapraszała jeszcze raz do kawiarni? Spoko, pozdrów ją ode mnie.
Siedziałam nieruchomo.
Pozdrów?
-Okej, jak chcesz - mruknęłam.
To zabrzmiało bardzo oschle. Nie planowałam tego...
-Ojej... - westchnął Justin.
Wstał i podszedł do mnie. Objął mnie zza pleców przy okazji mnie podnosząc. Pisnęłam cicho.
-Shawty, nie mów, że jesteś zazdrosna - szepnął mi do ucha.
Nie byłam. Albo byłam... Nie, nie byłam.
-Nie jestem zazdrosna! Postaw mnie!
Szatyn usiadł na krześle sadzając mnie na swoich kolanach. Nie rozluźnił uścisku, więc nie mogłam odejść. To było trochę krępujące...
-Nie martw się - zniżył zmysłowo ton trzymając usta przy moim uchu - Jest ładna, ale nie taka jak ty.
-Czyli jaka?
-No przecież ci mówiłem. Jesteś cholernie seksowna Caroline.
Zaczął muskać moją szyję wargami. Zacisnęłam powieki czując falę ciepła przeszywającą mnie od środka. Owinęłam rękami kark Justina. On wodził dłonią po moim kręgosłupie i składał słodkie pocałunki na każdym centymetrze mojej szyi. Chłopak zatrzymał się w jednym miejscu przygryzając je. Jęknęłam poddając się coraz bardziej pieszczocie. Szatyn oderwał się od mojej szyi i przyciągnął mnie bliżej siebie trzymając ręce na mojej talii. Spojrzał mi w oczy po czym zaczął zachłannie całować moje usta. Od razu oddałam gest. Bawiłam się jego włosami, gdy poczułam jak oblizuje językiem moje usta. W moim brzuchu pojawiły się motyle. Nasze języki po raz kolejny walczyły ze sobą.
W końcu zakończyliśmy pocałunek wypełniając ciszę w kuchni naszymi nierównymi oddechami.
-I co, dalej jesteś zazdrosna? - zaśmiał się.
-Wcale nie byłam.

___________________
Przepraszam, że tyle nie dodawałam, ale coś się chyba zrypało z Bloggerem, bo nie chciało mnie zalogować. :P
No ale, w końcu jest! Jak wam się podoba? Jak myślicie - Caroline i Justin będą razem? :)

4 komentarze:

  1. OMG! To jest świetne, czekam na kolejny rozdział. Ps. masz zajebisty wygląd bloga! -Lilly xx

    OdpowiedzUsuń
  2. vahsndixje KOCHAM. TO. OPOWIADANIE. BLAGAM. DODAWAJ. ROZDZIALY. CZESCIEJ. *.* ta ostatnia scena byla vskdkssbks <3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń