piątek, 5 lipca 2013

13

Od tamtego dnia nie widziałam się z Justinem. Cóż, pokazałam co potrafię. Jakoś zbytnio nie liczyłam, że od tamtej chwili będzie mnie traktował jak równą sobie, ale miałam nadzieję, że nie będzie ze mną robił, co mu się spodoba. Wiedziałam już jak mam wykręcić mu rękę, aby zabrać pistolet, więc byłam o tą umiejętność wzbogacona. Ciekawiło mnie, jak to jest strzelić w coś lub kogoś. Starałam się wybić sobie takie myśli z głowy. Z moimi możliwościami zabiłabym kogoś koszem na śmieci, i to całkiem przypadkiem. Lepiej nie próbować...
Z Brianą widziałam się w tamtym tygodniu jeszcze 2 razy - w pracy. Omijała mnie obojętnie. Nie odzywała się do mnie i zachowywała się, jakbym była powietrzem. Nie powiem, denerwowało mnie to, ale miała swoje powody. Raz przeprosiłam ją. Problem w tym, że zignorowała mnie, znowu. Wtedy wkurzyłam się i w czwartek już nie próbowałam jej udobruchać. Oczywiście, całą winę zrzucałam na Justina, bo na kogo? Gdyby nie zaczął mieszać nie pokłóciłabym się z Brią.
Była sobota. Właśnie wyszłam z zajęć na uczelni. Szłam przez miasto z brązową torbą na ramieniu. Zrobiłam zakupy w WalMarcie i szłam powoli w stronę domu. Mimo, że było zimno, Słońce świeciło. Po chodniku za mną szła jakaś kobieta z dzieckiem. Chłopczyk miał góra 5 lat. Trzymał matkę za rękę i był bardzo grzeczny. W pewnym momencie, coś w niego wstąpiło. Zaczął krzyczeć i wyrywać się w każdą stronę.
-Puść mnie! - wydarł się tak, że pół Toronto go słyszało.
-Joey, uspokój się! - kobieta złapała go dwoma rękami - Nie rób cyrku przy ludziach.
Te słowa raczej nie podziałały na niego, bo był jeszcze gorszy. Odwróciłam dyskretnie głowę zwalniając kroku. Zaśmiałam się pod nosem.
I, dlatego nie lubię dzieci.
Kiedy się odwróciłam, poczułam, że zderzyłam się z kimś. Moje reklamówki upadły na chodnik. Zacisnęłam szczękę zdenerwowana. 

-Uważaj jak chodzisz pe... - urwałam.
Okeeej, przede mną stała moja mama. Dobrze, że nie powiedziałam tego, co chciałam... Kobieta zatkała sobie usta dłońmi.
-Cześć mamo - uśmiechnęłam się lekko.
Zaczęłam zbierać torby z ziemi.
-Jak wczoraj skarbie? - spytała mama - Dałaś sobie radę z tym bandytą?
-No jasne - wzruszyłam ramionami - Co to dla mnie...
-Bałam się, że coś ci zrobi.
-Coś ty! On...
Już miałam powiedzieć, że jest kochany, ale powstrzymałam się. To by dziwnie brzmiało, w takiej sytuacji. A moja mama nie wiedziała, jaki Justin jest naprawdę. Jaki jest poza pracą.
-Przestraszył się, trochę - dokończyłam.
Zaśmiałam się lekko. Czy ja wiem... Nie chciałam mieć nikogo na sumieniu, nawet jego. To było takie dziwne uczucie mieć w rękach pistolet. Taki prawdziwy, nie na wodę albo kulki. Mama przytuliła mnie.
-Jesteś dzielna Caroline. Pokazałaś mu, kto tu rządzi - uśmiechnęła się.
-Dokładnie - odwzajemniłam gest -  Z Bakerami się nie zadziera.

***

Około 18.00 wybrałam się po cukier, którego oczywiście zapomniałam kupić. Najbliższy sklep miałam 10 minut od kamienicy. Zaczęło się ściemniać, a ja po ostatnich wydarzeniach bałam się Toronto w ciemności. Przy okazji, Andre mógłby się zemścić za tą szopkę na Bay Street. Żadna przyjemność płaszczyć się przed kimś we krwi i błagać o wybaczenie. 
Weszłam do sklepu. Przy kasie stał jeszcze jeden klient. Był odwrócony i miał na głowie kaptur. Dopiero, gdy zaczął iść w stronę wyjścia, zobaczyłam znajomą twarz. Chłopak spojrzał na mnie. Uśmiechnął się lekko.
-Cześć Caroline - podszedł bliżej.
-Charlie, miło cię widzieć. Co tu robisz?
Rozejrzał się. Nie wyciągał rąk z kieszeni bluzy.
-Co można robić w sklepie? - zaśmiał się.
Odwzajemniłam gest.
-Racja...
Kurwa, jak zwykle wstyd.

To było dziwne... Czułam się przy nim odrobinę spięta. Spojrzał na mnie swoimi jasnymi oczami.

-A ty?
-Co ja?
-Co tu robisz?
-Kupuję cukier - wzruszyłam ramionami.
Kiwnął głową. Napotkałam jego wzrok i rozpłynęłam się. Mimowolnie otworzyłam lekko usta, zupełnie jakbym chciała coś powiedzieć. Jego błękitne tęczówki przyprawiły mnie o dreszcz. Potarłam ręce. A pomyśleć, że do tamtej chwili byłam przekonana, iż Justin ma najcudowniejsze oczy świata. Cóż, oboje zajmowali pierwsze miejsce.
-Słuchaj... - odezwał się "wybudzając" mnie z transu - Jeszcze raz przepraszam za mojego brata. On jest chory umysłowo. Ma problemy z alkoholem.
-Nie tłumacz go, spokojnie. To... Nic takiego, naprawdę.
-Nic takiego? - uniósł brwi - Prawie cię...
Spojrzał na sprzedawcę, który cały czas przysłuchiwał się naszej rozmowie. Wciągnął powietrze nosem i złapał mnie za rękę. Wyszliśmy ze sklepu.
-Charlie, co ty robisz?
-Nie podoba mi się ten facet... Gdyby za dużo usłyszał, a potem Justin by się dowiedział, to sama wiesz.
Westchnęłam. Dokładnie wiedziałam.
-Ty też jesteś w tym... Gangu? - ostatnie słowo ledwo przeszło mi przez gardło.
Do czego doszło? Zadawałam się z windykatorem i jego bandziorami. Tak jakbym nie mogła sobie znaleźć innych znajomych.
-Tak - odparł - Trzeba jakoś zarabiać na życie. Ja nie mam innych perspektyw. Kiedy moja matka zmarła, Andre mnie w to wciągnął. Nie mam nikogo innego... Po prostu słuchałem starszego brata. Rzuciłem szkołę, a teraz tylko takim sposobem mogę mieć na życie. Zazwyczaj chłopaki wysyłają mnie gdzieś dalej na "zwiady". Ludzie w Toronto się wycwanili. Już nie tak łatwo okraść kogoś bez świadków.
To smutne, że jego wasny brat wciągnął go w takie gówno. Musiał rabować, bo nic innego mu nie pozostało. Pomyślałam o Justinie. Czy on też MUSIAŁ być tym kim był? Może po prostu tak wybrał? Mógł kłamać. Za to Charliego nie podejrzewałabym o łgarstwo. Był inny niż reszta Bay Gang i Justin.
-Caroline, wybieram się na Richmond Street. Szykuje się niezła impreza. Może masz ochotę iść ze mną?
Zastanowiłam się chwilę. Kogo Charlie mógł tam znać? To jedna z najbogatszych dzielnic Toronto. W sumie, jakiś snob mógł robić jak zwykle imprezę ze wstępem wolnym. Z okazji trzeba korzystać.
-Czemu nie? - wyszczerzyłam się.

___________________________________
Bardzo krótko dzisiaj. Ale mam nadzieję, że wam się podoba. :)
Słuchajcie, nasza Karolina ma dzisiaj imieniny. <3 Starałam się napisać coś koniecznie na dziś. Wszystkiego najlepszego kochana!
Na koniec zapraszam na Where's She?, gdzie są już 2 rozdziały i prolog. Wszelkie pytania tutaj, a jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach na Twitterze bądź Asku wpisujcie się do zakładki 'Informowani'.
xoxo.

1 komentarz: